niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 2 (część 2/2)

Hejka kochani :)
Oto druga połowa drugiego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się spodoba i miłego czytania.

Ps. Zostawcie chociaż kilka komentarzy, proszę.



<<Rozdział 2 (część 1/2)


............................................



Umysł Louisa natychmiast zaczął ścigać się analizowani różnych możliwości, kto mógł wciąż pozostać przy życiu i mieć się dobrze w tym momencie

Eleanor... O Boże. Ona mogła ciągle żyć!

 "Widzisz, kazałeś Danielle, Niallowi i mi dbać o pozostałych więźniów. Biorąc pod uwagę że jest ich tylko troje, byłem przekonany że masz na myśli ich wszystkich, tym bardziej, że mówiłeś że mamy mu nie szkodzić. Zaoferowałem mu ubranie na zmianę żeby poczuł się bardziej 'jak w domu' sposób w jaki to powiedział był dosyć podejrzany ale Louis zbytnio nie zajmował sobie tym głowy w tej chwili.

Tą dziewczyną może być Eleanor!

"Tamta dziewczyna! Liam, znasz jej imię?" Louis rozpaczliwie zapytał bruneta, który odwrócił głowę w jego kierunku z zaciekawieniem, jednak zanim zdążył odpowiedzieć Harry mówił dalej

"Myślałem, że wyraziłem się jasno na początku mówiąc, że jedyną osobą upoważnioną do odwiedzania księżniczki jestem ja. Nie chcę by ktokolwiek inny na tym statku miał z nim kontakt by wydarzyło się coś co zrujnuje moje plany."

Zbyt wciągnięty w myślenie o Eleanor, Louis nie miał czasu by zganić Harrego za nazwanie go 'księżniczką' zamiast tego krzyknął, "Hej! Staram się mu zadać pieprzone pytanie, okey!?" warknął na obu piratów, którzy natychmiast zamilkli i spojrzeli na skutego człowieka zaskoczeni jego wybuchem.

Wypuszczając powietrze, Louis przeniósł swoje chytra spojrzenie z Harrego na Liama "Ta kobieta... Liam znasz jej imię?"

Liam pokręcił głową "Eee, nie. I nawet nie dostałem szansy żeby ją zobaczyć. Danielle była jedyną która miała się nią zaopiekować."

Louis przeklął pod nosem. Nie podobał mu się sposób w jaki powiedział 'zaopiekować'... Tak jak on tu siedział, Eleanor mogła być konająca... Nawet jeśli powiedziałby Eleanor to mogłaby to być jakaś pokojówka ze statku o której Louis nigdy nie słyszał.

"powiedzmy że znam jej imię" Głos Harrego przerwał ciszę.

Louis niechętnie podniósł głowę w górę, by spojrzeć na kapitana o kręconych włosach który spacerował po pokoju pewny siebie i potężny "Co chcesz wiedzieć?"

 "Jesteś kłamcą"

"Prawda ale jestem kapitanem. Jestem odpowiedzialny za zatrzymanie się w pokoju każdego więźnia którego pojmaliśmy, więc mogę ich poznać. Nie myśl że tylko dlatego że jesteś władcą jesteś jedyny." Mrugnął do niego z uśmiechem na co Louis się skrzywił z niesmakiem.

Harry zachichotał "Jej imię to Eleanor Calder. Jest ładną dziewczyną... Dlatego upewniłem się, że nie została zabita kiedy zdobyliśmy twój statek. Wygląda tak że ludzie mogą za nią naprawdę dużo zapłacić"

Nie mogąc się powstrzymać, Louis zgrzytną zębami "Wiec gdzie ona teraz jest?"

" Na swoim miejscu, to bardziej niż prawdopodobne jeśli to co Liam powiedział o Danielle jest prawdą... Dlaczego jesteś tak zainteresowany? Ona jest tylko służącą. Nie powinna nic dla ciebie znaczyć księżniczko, chyba że między waszą dwójką dzieje się coś o czym powinienem wiedzieć."
Ostatnia część zdania została wypowiedziana zupełnie innym tonem niż reszta wypowiedzi, tak że Louis miał wrażenie, że Harry znowu zaczął być Kapitanem Stylesem takim samym, który wcześniej założył mu obrożę na szyję.

Nie chcąc otrzymać znowu czegoś takiego jak kołnierz z łańcuchem Louis oparł się pokusie jęknięcia i starał się być stanowczy by pokazać że się nie boi. "To nie twój pieprzony interes dlaczego się martwię. Proponuję także przestać nazywać mnie księżniczką, przed..."

Pukanie do drzwi było słyszalne w całym pokoju przerywając wypowiedź Louisa, a ktoś włożył głowę z uśmiechem do środka.

"Tak więc, kucharz właśnie skończył gotować chłopaki!"

Blond włosy mężczyzna zawołał wesoło, jego twarz była niesamowicie podekscytowana co sprawiło że Louis wywrócił oczyma. Jego głos skojarzył mu się z tym samym irlandzkim głosem, który wcześniej słyszał pod drzwiami rozmawiającego z Harrym zanim poznał nieznośnego kapitana.

Ale teraz gdy rzucił na niego okiem... blondyn wyglądał dziwnie znajomo...

Liam powoli skinął głową, jego oczy obserwowały radosnego młodzieńca, który nie mógł być starszy od Louisa.

Wydawało się, że większość załogi nie przekraczała wieku 30 lat!

"Dziękuję za raport, Niall" Liam powiedział, przechodząc obok Harrego, "Wiesz co,jestem strasznie głodny. Szef kuchni gotuje rzeczy skradzione ze statku Louisa, tak? Cóż, brzmi świetnie. Sorry Louis! Cześć Harry!" Liam położył rękę na ramieniu Nialla kierując się do wyjścia na korytarz, a Irlandczyk zamrugał zdezorientowany.


"Czekaj, co?"


"Chodźmy, Niall!"


Kiedy ta dwójka odeszła, Louis mrugną, odwracając uwagę z powrotem na jedyną osobę pozostałą w ciasnym pomieszczeniu.


Arogancki, zarozumiały, Kapitan Styles.


Harry odrzucił swoje włosy i westchnął "Przyszedłem tutaj, żeby poinformować Cię księżniczko, że mam dla Ciebie gotową kąpiel. Wiem, że władcy na okrągło biorą kąpiel i traktują to jak własny interes więc stwierdziłem że jedna sprawi że poczujesz się bardziej jak w domu."


Szyderstwo słyszalne w tych słowach doprowadzały Louisa do szaleństwa.

Czy ten chuj nie może zrozumieć, że w rzeczywistości to Louis był wyższej rangi niż on?

"Chcę zobaczyć Eleanor" Louis stwierdził bez namysłu, informując Harrego..

Książę Siedmiu Mórz uniósł brwi, "Niestety godziny odwiedzin są już na dzisiaj zakończone. Teraz proponuję byś przyszykował się do kąpieli."

"Po pierwsze, nie obchodzi mnie czy ;godziny odwiedzin' się skończyły. Chcę tylko z nią porozmawiać chociaż raz, co nie powinno być tak wielkim problemem. I jak mam się przygotować do tej pieprzonej kąpieli? Spójrz na mnie przykutego do ściany i powiedz mi ponownie żebym był gotowy! Co chcesz żebym zrobił?! Wziął ręcznik i mydło?!" Louis wyrzucił z siebie niecierpliwie.

Jego temperament wykipiał nie trzymany przez groźnie stojącego bruneta.

Harry wziął jego pogróżki z przymrużeniem oka "Dobra, zawrzyjmy umowę, Wasza Wysokość. Jeśli zgodzisz się wziąć kąpiel bez żadnych narzekań i królewskich skarg, ja zgodzę się żebyś odwiedził swoją cenną Eleanor."

Louis westchnął, ale skinął głową w milczeniu.

Nie miał najmniejszego pojęcia co do szczegółów tej umowy... Louis korzystał na niej w obu przypadkach.

Kąpiel i miał zobaczyć Eleanor, która miał nadzieję trzymała się dobrze biorąc pod uwagę okoliczności.

Harry podniósł się z kolan i zbliżył do Louisa, władca zesztywniał kiedy kapitan skulił się nad nim by odblokować metalowe kajdany. Bez słowa Louis patrzył jak mężczyzna fachowo i sprawnie pracował odblokowując zarówno jego nadgarstki jak i kostki.

"Jeśli spróbujesz uciec, będziesz tego żałował. Więc nawet nie próbuj." Harry ostrzegł po czym po prostu wstał.

Louis nie mógł sobie pomóc jak liczył "Przypuszczasz, że gdzie ucieknę? Do centrum handlowego w dół ulicy?"

Harry nie odpowiedział, a Louis przewrócił oczami gdy rozmasowywał swoje obolałe nadgarstki...

Byłe czerwone i posiniaczone oraz nadal odczuwał z nich tępy ból.

Kiedy Harry zaczął wychodzić, Louis walczył by go dogonić na swoich słabych nogach całkowicie zapominając o dostojnym, spacerowym kroku. Kiedy we dwoje szli korytarzem obok licznych drzwi zaczął się zastanawiać jak to możliwe że ten człowiek faktycznie był Harrym Stylestem.

"Co masz zamiar ze mną zrobić?" zapytał raczej z ciekawości nie ze strachu.

Harry nie odwrócił się a powiedzieć o nim, że się pysznił było niedopowiedzeniem "Będąc szczery wiem że mogę za Ciebie dostać naprawdę dużo pieniędzy od ludzi chcących dorwać w swoje ręce kogokolwiek z rodziny królewskiej... Ale nie jestem złodziejem dla zysku czy zemsty... Cóż jestem, w obu aspektach ale nie w tym przypadku. Moje plany co do Ciebie są dosyć skomplikowane... wciąż układam je sobie w głowie ale nie martw się o to." Harry machnął ręką jakby los Louisa nie miał żadnego znaczenia.

Louis gapił się z otwartą buzią na tył głowy Harrego "Nie mówisz tego na poważnie"

"Hmm?"

"Jesteś dupkiem, wiesz o tym?! Nie możesz mi powiedzieć żebym nie martwił się o swoje życie! Czego ty w ogóle ode mnie chcesz?! Jeśli nei pieniędzy albo zemsty wobec mojej rodziny to co?! Nic innego nie mogę Ci dać!" nalegał na niego.

Harry zachichotał, kiedy zatrzymał się i odwrócił do twarzy wściekłego księcia "To kłamstwo"

Zmieszany Louis obserwował Harrego kiedy on złapał go za podbródek "Co to ma znaczyć?" książę zapytał z irytacją. Nie podobał mu się sposób w jaki Harry gapił się na niego.

Harry potrząsnął głową "Zadajesz masę pytań"

"Nie dajesz żadnych odpowiedzi"

"Touché. Ale teraz ja mam pytanie... Jakie są twoje relacje z tą dziewczyną Eleanor? Ona jest twoją dziewczyną?" Z powrotem zaczął iść do przodu i Louis się skrzywił. "Eleanor? Moją dziewczyną? Nie. Nie zrozum mnie źle, jest piękna ale ona jest po prostu moją przyjaciółką. Z resztą to nie twoja sprawa."

To była prawda/

Eleanor była tylko przyjaciółką. Była córką osobistej pielęgniarki Louisa i we dwoje dorastali razem od małego się przyjaźniąc. Był zadowolony że jechała razem z nim do Francji przed tą całą inwazją piratów... Tym już nie był zadowolony.

"Dobrze, dobrze" Harry powiedział beztrosko, tak, jakby go nie słuchał "Ale popatrz, zmieniłem zdanie. Możesz się z nią zobaczyć dopiero po kąpieli."

Louis posłał kapitanowi wściekłe spojrzenie "Co?! Dlaczego?!"

"Bo ja zmieniłem zdanie. Nic więcej. Jestem kapitanem i sugeruję nie kwestionować mojego autorytetu" Poruszył głową by posłać Louisowi uśmieszek, który sprawił, że książę przygryzł wargę starając się stłumić złość.

"Kapitan do dupy..." Louis mruknął pod nosem z pogardą, idąc za Harrym.



............................................





Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach możecie wpisać swojego twittera lub gadu-gadu w komentarzu, z chęcią będę wysyłać wam powiadomienia :)
@azilE_xx

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 2 (część 1/2)

Cześć wszystkim :)
Oto pierwsza część drugiego rozdziału, niestety nie dałam rady na dziś przetłumaczyć całości za co przepraszam. Oczywiście bardzo się starałam i mam nadzieję, że docenicie moją pracę i zostawicie chociaż kilka komentarzy. Kiedy widzę że ktoś napisał że uwielbia to opowiadanie i że się cieszy że to tłumaczę to po prostu serce rośnie i jest to dla mnie ogromną motywacją.  Dziękuję wam za to że jesteście i za to że czytacie :*


<<Rozdział 1 (część 2/2)

............................................



Czas płynął nieznośnie wolno.

 Bardzo wolno, Louis mógł powiedzieć, że był za to wdzięczny w pewien sposób.

Harry nie zasłonił jego oczu opaską, tak że Louis miał pełen widok na ciemne i wilgotne pomieszczenie w którym się znalazł. Można by powiedzieć, że miejsce to było niewyobrażalnie okropne. Nic oprócz zamkniętych ścian z pojedynczą latarnią ze świecą zgasłą wieki temu oraz drzwiami na wprost niego przypominającymi mu o utraconej wolności.

Jego ubranie było brudne od siedzenia na ponurych powlekanych deskach na podłodze. Mając to na uwadze, mógł sobie tylko wyobrazić jak okropnie wygląda.

Nawet jeśli jego statek został zdobyty zaledwie kilka godzin  temu, Louis wiedział że musi wyglądać jak ostatni poszarpaniec. Odkąd został pojmany i związany bardzo się denerwował i pocił, a wepchnięcie go do tego słono śmierdzącego boksu bynajmniej nie służyło mu. Wokół siebie wyczuwał każde wachnięcie statku. Tempo jego kołysania odpowiadało temu jak masywny statek to zanurzał to wynurzał się z fal.

Myśli Louisa przemknęły po jego losie aż do tego momentu.

Wiedział, że nie zostanie zabity, a przynajmniej nie będzie jeszcze teraz.

Jego palce przebiegły szybko po zimnej obroży zapiętej na jego szyi,. Nawet jeśli jego nadgarstki były nadal ciężkie i wydobywały słaby brzdęk łańcuchów podczas gdy się poruszał, to jednak hałas ten przypominał mu jego linię życia która rozciągała się ku przyszłości dalej niż te niezbyt szczęśliwe, aktualne.

Został złapany i żył jeszcze tylko dlatego że był księciem... musiałby być głupi żeby tego nie wiedzieć.

Jego wiedza o handlu niewolnikami sprowadzała się do tego, że został skuty w kajdany i pozostawiony, było też tym pewne przypuszczenie, że Louis nie pozostanie długo na statku, gdyż nie długo zostanie sprzedany co nie będzie wiele jaśniejszą sytuacją.

Od księcia do jakiegoś niewolnika.

Nie jeśli miałby cokolwiek do powiedzenia na ten temat.

On by odmówił i przeciwstawił się temu wszystkiemu. Wolałby wyskoczyć za butę podczas wytaczania beczek by pozostać na łasce morskich stworzeń żyjących w głębinach.
Wtedy jego upadek byłby przynajmniej honorowy.

Znajomy dźwięk przechodzących stóp w korytarzu uderzył w uszy Louisa, a on cały się spiął natychmiast.

Louis wypuścił kilka oddechów przygotowując się, oparł się o ścianę bardziej pionowo podczas gdy rozległ się dźwięk naciskanej klamki i otwieranych drzwi.

"Z pewnością ciemno tutaj... Harry nie pomyślał żeby zmienić świeczkę w latarni zanim pobiegł sobie zwalić?"

Najwyraźniej młody mężczyzna sądząc po głosie, pomyślał Louis patrząc poprzez swoje włosy jak obcy zacisnął rękę na uchwycie lampy oliwnej. Młodzieniec o brązowych włosach, który pojawił się nieco zirytowany wszystkim tym co zastał w pomieszczeniu.

"Boże i popatrz na ten pokój... Co do cholery Harry sobie myśli?" Przesunął dłonią po włosach, wieszając lampę na haku w miejsce wygasłej świeczki

Nie mogąc się powstrzymać Louis się skrzywił "Wątpię żeby był w stanie to robić. Jestem gotów się założyć że nigdy nie miał odpowiedniej wiedzy."

Nie wiedział dlaczego to powiedział. Właściwie człowiek w pokoju z nim mógł po prostu tylko się obrócić by uderzyć lub kopnąć go za mówienie źle o kapitanie statku, nie wspominając, że opinia Louisa mogła nic nie znaczyć.

"Tak, masz rację. Nie myśli za wiele... Albo w ogóle" Te słowa nie były spleciona z sarkazmem jak Louis mógł oczekiwać. "Ale tak czy inaczej jestem Liam, pierwszy oficer One Direction"

"Idealnie" Louis cynicznie rzucił, jego ciało nie relaksowało się przy człowieku w pokoju.

Był przestępcą mimo wszystko, bez względu na to jak nieszkodliwie wyglądał... 

Liam nie wyglądał na kogoś kto by poświęcał zbytnią uwagę Louisowi jasno wysyłając wiadomość "fuck off" niskim gwizdnięciem. "Więc chcesz zostać w tych ubraniach całą noc czy wolisz żebym przyniósł coś dla ciebie?" Louis uniósł brwi z ciekawości i ożywił się.
 
Zagryzając dolną wargę, westchnął "Czy to pusta oferta i po prostu dajesz mi nadzieję na nic?"

"Chciałbym zapytać, dlaczego mi nie wierzysz ale przypuszczam że gdybym był na twoim miejscu też nie ufałbym nikomu na statku" Liam zaśmiał się nisko "Mogę być poszukiwanym przestępcą ale nie widzę powodu by kłamać o czymś tak prostym jak ubranie"

Louis zmarszczył brwi lekko... Zmiana ubrania wydawała się atrakcyjna, jednak dużo bardziej wolałby wziąć kąpiel przed tą zmianą.

On myślał nad poproszeniem o kąpiel ale miał wrażenie, że statek był pozbawiony pomieszczeń do takich czynności, więc...

Obrzydliwi piraci.

Naprawdę nie maił nic do stracenia więc skinął głową.

Liam uśmiechnął się, "Kapitalnie" Podszedł do siedzącego władcy zanim wyjął z kieszeni duży pęk kluczy. Mimo faktu, że wszystkie wydawały się wyglądać identycznie, Liam zdawał się je rozróżniać od siebie przeglądając wszystkie po kolei na pojedynczym metalowym kółku na którym były zawieszone.

"Co robisz Liam?"

Znajomy głos wystarczył by wydobyć jęk z ust Louisa kiedy oparł czoło na swoim ramieniu.

Harry stał przy drzwiach unosząc brew w górę jak patrzył na parę przed sobą co wydawało się być irytujące.

Oczy Liama powędrowały w górę do sufitu zanim wydał westchnięcie i odwrócił się do młodego kapitana stojącego w przejściu. "Ja właśnie-"

"Kiedy zapytałem co robisz, miałem na myśli 'Baw się dobrze w swoich poczynaniach'" Szorstko uciął. "Czy nie kazałem ci zająć się tą uprowadzoną dziewczyną zanim poszedłem do mojej kwatery? Jak to się stało że skończyłeś tutaj?"

Uprowadzona dziewczyna?

Czy to możliwe, że to ktoś ze statku Louisa? Nie był jedynym ocalałym!?

Umysł Louisa natychmiast zaczął ścigać się analizowani różnych możliwości, kto mógł wciąż pozostać przy życiu i mieć się dobrze w tym momencie

Eleanor... O Boże. Ona mogła ciągle żyć!



............................................





Nie wiem kiedy dodam kolejną część, mam teraz bardzo dużo nauki, oczywiście postaram się jak najszybciej.
@azilE_xx

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 1 (częsć 2/2)


Hej kochani :)
Oto druga część pierwszego rozdziału. Starałam się żeby było idealnie aczkolwiek wyszło jak wyszło. Sami oceńcie. Miłego czytania i przepraszam jeśli są błędy.




<<Rozdział 1 (część 1/2)


............................................



Ten sam Kapitan Styles który najechał, obrabował i zatopił niemal 600 statków w ciągu roku. Kapitan znany na całych Wyspach Brytyjskich jako Książę Szkarłatnego Morza, ze względu na ilość krwi, która była rozlana w wodzie kiedy okradał jakiś statek. Kapitan podobno uznany za najbardziej brutalnego i najgroźniejszego pirata dominującego kiedykolwiek na świecie.
Niesławny Harry Styles, Książę Siedmiu Mórz.


Louis był an jego statku.

Śmierć jest nieunikniona niezależnie od tego co by zrobił.

Co więcej był przygotowany na coś takiego jak cios w policzek, Louis mruknął pokorny i spuścił głowę w stronę deski. Przygryzł dolną wargę w milczeniu, przygotowując się na coś jak walnięcie kulą którą miał przy stopie jednak do niczego takiego nie doszło.

Zamiast tego spiął się gdy poczuł parę rąk na tylnej stronie swojej głowy. Przed sobą mógł praktycznie zobaczyć sylwetkę pirata rozluźniającego jego opaskę na oczy zanim została odciągnięta na bok. 

Oczy Louisa od razu spotkały się ze światłem po raz pierwszy od wielu godzin i zobaczył nową twarz z uśmieszkiem oraz kręconymi włosami bruneta. 

"Hmm... masz całkiem ładne oczy"

Zamrugał kilka razy by upewnić się, że na pewno wszystko przetwarza poprawnie.

Ten młody człowiek, naprawdę młody człowiek był Harrym Stylesem?

To musiał być żart.

 On nie mógł mieć więcej niż 17 lat!

 Louis sam nie był wiele starszy, miał tylko 20 lat ale niezależnie od tego to był Harry Styles? Pirat którego obawiali się żeglarze na całym świecie? Zimnokrwisty zabójca siedmiu mórz?

Pieprzyć go.

"Nie dotykaj mnie" Louis natychmiast syknął jednocześnie odciągając głowę do tyłu i skupiając wzrok na uważnej twarzy Harrego. "Nie waż się położyć dłoni jeszcze raz na mnie ty brudny kryminalisto"

Pozornie nieprzygotowany do tej reakcji, Harry otworzył usta w kształcie litery "o" patrząc na Louisa, jego oczy w pierwszym momencie wypełniło zmieszanie, które gwałtownie zastąpiło rozbawienie.

Louis chrząkną, gdy opierając się jak najbardziej o ścianę za nim, jego ręce przesunął gładko po drewnianej podłodze. "Żądam żebyś mnie stąd wypuścił! To po drugie, Słyszysz?!" Nie miał zamiaru pozostać więźniem przez zabawę jakiegoś pirackiego dzieciaka.

Musiał trzymać pozory twardego by otrzymać to co chciał.

Harry jednak spojrzał wzrokiem dalekim od zastraszenia, w rzeczywistości jego uśmieszek zdawał się urosnąć gdy Louis parzył zwyczajnie. "Wiesz nawet wśród piratów, kiedy poznajesz kogoś to się przedstawiasz. Teraz myślałem, że jako władca masz nieco lepsze maniery od ludzi z którymi mam do czynienia. Hahaha, co z Ciebie za książę"

Ten chłopiec nie mógł tak na poważnie.

On go wyśmiał.

Louis zacisnął zęby, "W nosie mam maniery! Nie chcę tu być! Rozkuj mnie i wyślij z powrotem do Anglii, teraz!"

"Wszystko co chcę żebyś zrobił to przedstawił się. To nie jest trudne, wiesz. A teraz przestań krzyczeć, jestem tuż obok Ciebie..." Harry zauważył kręcąc głową siadając na podłodze zamiast dalej kucać.

Biorąc pod uwagę, że chłopak usiadł wygodniej, widział, że zostaną obaj sami w pokoju nieco dłużej, Louis przeklął w duchu.

"Jak się przedstawię to mnie wypuścisz?" Znał odpowiedź ale warto było spróbować.

Harry zamruczał cicho, jego oczy obserwowały go bacznie. "Być może. Kto wie?"

To była próżna odpowiedź, ponieważ obaj wiedzieli, że nie zrobi niczego takiego, a gdyby to zrobił byłby to niewątpliwie Boży akt łaski dla Louisa.

Louis skrzywił się,  odwracając do twarzy Harrego "Jestem Louis Tommllinson, książę Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, choć jestem przekonany że już o tym wiesz" Starał się zachować wyższy ton głosu podczas mówienia jego tytułu, aby ten chłopak wiedział, że nawet jeśli go niewoli był wyższej rangi od niego.

Harry zachichotał "Jesteś zbyt bezczelny jak na księcia. Bardziej jak księżniczka w mojej opinii. Ale tak czy inaczej miło Cię poznać Wasza Wysokość." Jego ton był szyderczy i Louis chciał by jego ręce były wolne, żeby mógł walnąć to aroganckie małe gówno w usta. Zarozumiały uśmieszek na jego ustach był odrażający.

"Nazywam się Harry Styles, Książę siedmiu mórz i kapitan tego statku, One Direction, choć jestem przekonany że już o tym wiesz" Harry szydził z niego zanim chwycił pod brodę Louisa. Władca ledwie miał czas żeby oprzeć się zanim jego głowa przymusowo została zwrócona do twarzy młodego kapitana z egoistycznym uśmieszkiem na twarzy. "Witamy na pokładzie mojego statku ponieważ nie zejdziesz z niego w najbliższym czasie."

Louis pokręcił głową by ją uwolnić i zwrócił swoje oczy by spojrzeć na niego "Nie. Dotykaj. Mnie."

"Musisz jeszcze poznać kilka zasad które obowiązują na One Direction bo wydajesz się być raczej dzikim pasażerem" Harry potrząsną głową niemal z politowaniem gdy zaczął stawać na nogach.

Louis spojrzał w dół na podłogę zanim usłyszał, że człowiek z loczkami znów zaczął mówić "Ale powiem Ci pierwszą i najważniejszą regułę począwszy od zaraz, księżniczko"

Bez ostrzeżenia, Louis wydał zduszone tchnienie kiedy jego szyja została brutalnie pociągnięta do góry gdy Harry zatrzasnął na niej szczelnie gruby, zimny metalowy kołnierz. Pirat spojrzał na niego z góry pochylając się w dół, jego oczy były puste bez żadnej brutalności co sprawiło że Louis nie był w stanie wydusić protestu.

Harry wypuścił oddech, bardziej ochrypły niż wcześniej, gdy patrzył w dół na Louisa ze stoickim spokojem. "Wszyscy i wszystko na tym statku należy do mnie, kapitana. Nie ma znaczenia kim jesteś, jak się z tym czujesz. Jeśli jesteś na tym statku jesteś mój. I nie waż się myśleć inaczej."

Zanim Louis mógł zarejestrować groźne spokojne słowa w jego głowie, Harry wypuścił koniec liny obroży i wyszedł z pokoju.

Zaczerpnął świeżego powietrza z otwartej przestrzeni, nadal ze srebrną, metalową obrożą na szyi, Louis sapał pokornie dotykając kawałka metalu. Mrużąc oczy w przyćmionym świetle pokoju, jego oczy spoczęły na linie, za którą Harry jeszcze chwilę temu ciągną obrożę.

Znowu zaczął myśleć z ekstremalną goryczą i złością, kto by przypuszczał, że książę Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii zostałby potraktowany w ten sposób?




............................................








Muszę przyznać, że przetłumaczenie niektórych miejsc sprawiło mi naprawdę sporo kłopotu. Mam nadzieję, że mi się udało oddać główny sens zawarty w oryginale.
I proszę o komentarze, chciałabym wiedzieć czy w ogóle ktoś to czyta.

Jeśli macie jakieś pytania to piszcie na tt @azilE_xx

Kolejny rozdział 14.04.15