<<Rozdział 6 (część 1/3)
............................................
W rzeczy samej Zayn nie wyglądał jak członek pirackiego statku. Rzeczywiście, był wystarczająco atrakcyjny, aby móc uchodzić za szlachcica ale Louis by mu tego nigdy nie powiedział, zwłaszcza biorąc pod uwagę mały szczegół - Zayn miał dziwną ideologię odnośnie tego że Harry i Louis uprawiają seks co noc.
Ta dziwna plotka krążąca po statku była dla Louisa już ciut za bardzo uciążliwa.
Na śniadaniu, Liam zapytał Louisa czy chciałby usiąść na poduszce, zanim Harry mu się zaoferuje, ale to żarty Zayna i jego insynuacje seksualne były najbardziej niestosowne, kiedy Harry i Louis znajdowali się w jednym pomieszczeniu. Wtedy, nawet Danielle ledwo powstrzymywała się od pytania, czy Harry naprawdę był taki szorstki w łóżku.
Louis był zadowolony, że może powiedzieć, że od czterech nocy, które spędził na pokładzie One Direction, Harry ani razy nie pojawił się w łóżku razem z nim.
W nocy kładł się samotnie, budził w nocy samotnie i wstawał rano również sam.
Jeśli Harry w ogóle nie spał w nocy, to nie było to tematem do dyskusji. Dla Louisa nie było to coś, o co by zapytał i zawracał sobie tym głowę, bo tak naprawdę zupełnie o to nie dbał.
To było błogosławieństwo, by nie dzielić łóżka razem z nim.
Aczkolwiek przekleństwem było to, że w dzień Harry zdawał się chcieć robić z nim dosłownie wszystko.
Louis był dosłownie zmuszony, by podążać za nim po całym statku praktycznie cały dzień, kiedy Harry wykonywał swoje codzienne, kapitańskie obowiązki jak sprawdzanie zapasów, oglądanie wody czy pisanie w jego gabinecie.
Mimo iż kazano mu się szybko dostosować i minęło już pięć dni, co może nie było znowu tak długim odcinkiem czasu w porównaniu z resztą życia, Louis już teraz wiedział, że nigdy się nie dostosuje.
Louis nie potrafiłby tego znieść przez resztę życia.
A przynajmniej na pewno nie zamierzał
Szczerze mówiąc, jego plan zaprzyjaźnienia się z Liamem prawdopodobnie szybciej zostałby zrealizowany, gdyby Harry nie włóczył go bezsensownie wszędzie za sobą. Jedyny czas, który Louis mógł poświęcić na rozmowę z pierwszym oficerem bł ranek, zanim Harry pojawił się przy śniadaniu i wieczorem, jedna czy dwie godziny po kolacji, kiedy Harry w końcu zdecydował się spuścić go ze smyczy.
Cóż za wspaniała wizja życia przed nim...
- Wiesz, naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy 'częściowo wolny' to doby termin do opisania mnie - Louis mruknął oschle do Harrego, kiedy spojrzał nieufnie na młodszego mężczyznę piszącego coś na biurku. Jego twarz sprawiała wrażenie tak samo skoncentrowanej jak zwykle, gdy Louis był razem z nim w gabinecie.
Właściwie to było nieco dziwne, że jak na pirata, Harry w ogóle potrafił pisać i czytać, podczas gdy większość z nich nie potrafiła nawet się podpisać.
Harry nie przerwał pisania, jego oczy nadal były skupione na papierze kiedy powiedział - interesujące. - Jego ton był tak daleko, jakby ani trochę nie słuchał tego, co powiedział książę.
Gdyby Louis nie znał go lepiej, powiedziałby że naprawdę nie słucha. Spędzając z nim jednak tyle godzin w ciągu dnia, Louis nauczył się jednej niezwykle ważnej rzeczy o Harrym.
Kapitan był cholernie czujny, jak lew podczas polowania, mimo, że nie wydaje się taki być.
Obserwując go, Louis skrzyżował ręce na piersi - Nie możesz powiedzieć że nie mam racji. Odkąd jestem na tym cholernym statku, bierzesz mnie wszędzie ze sobą, nie licząc pieprzonej toalety. Nie mam pojęcia jak dla ciebie, ale dla mnie to nie jest wolność w najmniejszym tego słowa znaczeniu.
Palce Harry'ego zatrzymały się w połowie pisania i w tym momencie obserwujący kapitana Louis odnalazł jego zielone oczy obserwujące go uważnie. - Myślę że nasze definicje wolności są nieporównywalne
- Tak myślisz? - Louis sarkastycznie wymamrotał, marszcząc brwi. - Boże, czuję jakbym tracił moją duszę z każdą chwilą, którą jestem tutaj
W tym momencie Harry podniósł głowę do góry, oparł plecy wygodnie o krzesło i zmierzył Louisa wzrokiem, co było nieco dziwne ponieważ zazwyczaj nie poświęcał zbytniej uwagi słowom Louisa a wręcz przeciwnie, nie przerywał pracy i nie wdawał się w rozmowy.
Jego czerwono-złoty płaszcz, który zwykle miał na sobie, przewieszony był teraz przez oparcie krzesła. Na Harry'm pozostawała jedynie biała koszula, której ostatni guzik niezapięty, przez co wyeksponowana była jego klatka piersiowa, oraz ciemnoniebieskie spodnie, wetknięte do grubych brązowych butów.
Piraci pokazywali zbyt dużo ciała według Louisa
Szczególnie biorąc pod uwagę ten kapitański płaszcz. Zastanawiał się, komu u diabła ci piraci próbowali zaimponować?
Rybom, które patroszyli i wyrzucali za burtę?
- Zakładam, iż byłbyś bardziej produktywny w swoim pałacu w Anglii? - Harry uniósł w górę brew, wyglądając na wyraźnie zaciekawionego.
To z pewnością była inna emocja niż szyderstwo, które zwykle dostawał od kapitana.
Louis wyprostował się i wzruszył ramionami - Tak przypuszczam. Większość czasu się uczyłem i choć pewnie to nie jest produktywne według ciebie, edukacja jest ważna i lepsza od stania za tobą i oglądania jak piszesz 'bezużyteczne notatki'.
Harry zmarszczył nos, wyraźnie nie akceptując słów Louisa na jego temat. - Jestem świadom, jak bardzo ważna jest edukacja, Wasza Wysokość - Oparł Harry, układając brodę na dłoni - Chociaż przypuszczam, że są na statku dla ciebie ważniejsze rzeczy do robienia niż oglądanie mnie, gdy pisze 'bezużyteczne notatki'.
Brunet prychnął - Mógłbym się założyć że są. Do diabła, mógłbym się zaprzyjaźnić albo coś - rzucił pierwsze, co mu przyszło na myśl.
- Zaprzyjaźnić się? Myślałem, że nienawidzisz wszystkich na tym statku. - Harry wybuchnął śmiechem.
- Naprawdę powinieneś przestać myśleć - zripostował Louis - Możesz zrobić sobie krzywdę. Nie wspominając nawet, że myślisz źle. Mam na myśli, moja definicja wolności nie ma nic wspólnego z byciem przy tobie przez cały dzień. Wolność daje mi możliwości abym mógł chodzić wszędzie dookoła i robić to na co mam ochotę przed zachodem słońca.
Harry natychmiast odchrząknął - Cóż, to musi być straszliwie nieprzyjemnie być tobą. Jesteś więźniem i ja cię porwałem. Wolność, którą ode mnie dostałeś jest twoim przywilejem a nie prawem.Więc przykro mi to mówić ale utknąłeś tu dopóki nie powiem inaczej
- Nie jest ci przykro - Książę odparł z irytacją, będąc wkurzonym na Harry'ego, bo czynił wszystko takim trudnym, kiedy wcale nie musiał.
............................................